Poniedziałek rano. Jedziemy metrem, każdy na swój sposób walczy ze zmęczeniem (weekendy są bardzo męczące, zwłaszcza jak znajomi wpadną na grilla). Zwisamy smętnie z barierek, starając się wykrzesać z siebie choć namiastkę energii. Otwieramy na siłę oczy, usiłujemy o czymś
