Bitwa Warszawska. Fakty ciekawsze od fikcji
Historia „cudu nad Wisłą” obrosła tyloma legendami, że warto przy okazji 103. rocznicy tego wielkiego wydarzenia postarać się o przybliżenie prawdziwego obrazu sukcesu Polaków, którego wielkość i doniosłość proszą się wręcz o opowieści mityczne i bezbrzeżną gloryfikację bohaterskiego czynu naszych przodków. Czy to odbiera Bitwie Warszawskiej część sławy? Nie, a nawet jej chwały dodaje.
Operacja Warszawska, jak nazywali ją bolszewicy, rozpoczęła się od bitwy nad Bugiem i Narwią w trzeciej dekadzie lipca 1920 r., a zakończyła 5 września pobiciem przez Polaków Armii Konnej Budionnego. Jej ramy czasowe to więc ponad czterdzieści dni. Działania wojenne toczyły się na obszarze większym niż Belgia i Holandia razem wzięte. W Bitwie Warszawskiej walczyły ponad stutysięczne armie. Nie można więc sprowadzać jej tylko do walk na przedpolu stolicy pod Ossowem i Radzyminem. Już w pierwszej połowie lipca 1920 r. – w drugim roku wojny polsko-bolszewickiej – Polacy zaobserwowali przegrupowanie przeciwnika, które zapowiadało zmianę głównego kierunku uderzenia rosyjskiego Frontu Południowo- Zachodniego z zachodniego (na Lublin i Brześć), na południowy zachód, na Galicję. Wcześniej Armia Konna współdziałała z XII Armią w rejonie Sarn, ale teraz Armia Konna przystępowała do współdziałania z XIV Armią działającą na kierunku lwowskim.
Ten nowy kierunek działań prowadził do oddalania się frontów na Białorusi i Ukrainie od siebie i coraz większego rozwierania dwóch różnych kierunków uderzenia. Marszałek Józef Piłsudski od początku kierował się zasadą, że trzeba wyeliminować najsłabsze ogniwo przeciwnika, którym były wojska rosyjskie na południe od Polesia. Uważał, że najważniejsze jest pobicie Armii Konnej, które doprowadzi do jej zatrzymania i zmusi ją do odwrotu z powodu ogołocenia terenu z żywności oraz paszy.
Tak też się stało w bitwie pod Beresteczkiem i Brodami – wojska Budionnego zostały rozbite, choć niezupełnie, i zmuszone do odwrotu w rejon Krzemieniec–Dubno, gdzie przez ponad 10 dni regenerowały siły. To była pierwsza część planu Piłsudskiego – „wielkiej kombinacji”. Druga część miała polegać na przerzuceniu wojsk polskich w rejon Brześcia i przejście do kontrofensywy na skrzydło i tyły armii Frontu Zachodniego. Za linią dolnego Wieprza i między Wieprzem a Bugiem nastąpiła koncentracja wojsk przewidzianych do uderzenia na wojska maszerujące na Warszawę.
Informacje o polskiej koncentracji zlekceważył dowódca Frontu Zachodniego Michaił Tuchaczewski. Miał wprawdzie na ten temat wiadomości, lecz potraktował jako dezinformację, mającą na celu odciągnięcie jego wojsk od walnej bitwy, którą spodziewał się stoczyć nie na południe od Warszawy, ale na północ od niej. Odszedł od planu koncentrycznego natarcia siłami co najmniej trzech, a nawet czterech armii na Warszawę i Modlin, na korzyść uderzenia siłami dwóch armii (III i XVI), natomiast dwie armie skierował na inny szlak. Takie rozbicie sił wykorzystali Polacy, którzy zorientowali się w sytuacji już 6 sierpnia. Kluczowe wydarzenia z tego okresu miały miejsce nie 15, lecz 16 sierpnia. To one zaważyły na losach bitwy.
Tego właśnie dnia ruszyła kontrofensywa znad Wieprza, którą kierował marszałek Piłsudski. Polacy zdobyli Nasielsk i zdemolowali tyły Sowietów. Tempo polskiej kontrofensywy spowodowało chaotyczny odwrót Rosjan, sparaliżowało system rosyjskiego dowództwa tak dalece, że żaden rozkaz Tuchaczewskiego zawierający dyspozycje zorganizowanego odwrotu, nie tylko nie został wykonany, ale nawet nie został dostarczony do podległych mu armii. Na koniec ostatnia, piąta faza bitwy – tym razem ostateczne pobicie pod Zamościem Armii Konnej Budionnego i XII Armii idących na odsiecz Tuchaczewskiemu. Cała Bitwa Warszawska trwała miesiąc i tydzień. Działania wojenne nie były prowadzone w samej Warszawie.
Front był rozciągnięty na długości czterystu kilometrów – od Włodawy po Brodnicę, gdzie rozgrywano wiele bitew taktycznych. Profesor Grzegorz Nowik ujmuje to tak: „Bitwa Warszawska nie została stoczona jedynie pod Ossowem, tylko w wielkim trójkącie pomiędzy granicą Prus Wschodnich, linią Wisły liczoną od Torunia aż do Dęblina, potem wzdłuż linii Wieprza na południowy wschód, zaś trzeci bok tego trójkąta to linia rzeki Niemen i Bug, od Grodna przez Brześć, na południu aż za Hrubieszów. Ale mówienie, że tam się rozegrała jej główna część, jest krzywdzące dla wszystkich, którzy walczyli w Bitwie Warszawskiej nad Wkrą, pod Nasielskiem, Drohiczynem, Białymstokiem, Zamościem, Komarowem, bronili Płocka, Włocławka, Działdowa, Brodnicy”.
Wielka Rosja Bolszewicka kontra mała i słaba Polska, która dopiero co odzyskiwała niepodległość. Taki obraz na temat stosunku sił jest generalnie prawdziwy – ale nie dotyczy Bitwy Warszawskiej. Stany liczbowe armii były porównywalne. Wojsko Polskie uczestniczące w Bitwie Warszawskiej liczyło 113–123 tys. żołnierzy, miało 500 dział i ponad 1780 karabinów maszynowych, 2 eskadry samolotów, kilkadziesiąt czołgów i samochodów pancernych i kilka pociągów pancernych. Po stronie Sowietów w samej Bitwie Warszawskiej uczestniczyło ok. 104–114 tys. żołnierzy, którzy mieli do dyspozycji 600 dział i ponad 2450 karabinów maszynowych. Polski język wojskowy dopiero się formował.
Rozkazy były wydawane i odbierane przez oficerów wywodzących się z różnych armii zaborczych i polskich formacji i nie zawsze były one identycznie rozumiane i wykonywane. Tymczasem Rosjanie mieli przewagę polegającą na jednolitym systemie wyszkolenia kadr dowódczych. Oficerowie byli wychowankami carskich szkół i akademii wojskowych. Mieli kilkuletnie doświadczenie z pierwszej wojny światowej i ruszali do boju optymalnie wyposażeni. Do Polski nie docierała natomiast sojusznicza pomoc z Francji z powodu blokady dostaw przez Niemcy, Austrię i Czechosłowację, która 28 lipca 1920 r. zajęła Zaolzie. Międzynarodówka Socjalistyczna, popierając bolszewików, agitowała dokerów i marynarzy do blokowania przeładunku zaopatrzenia docierającego do Polski drogą morską przez port w Gdańsku.
W tej sytuacji zbawienna okazała się pomoc z Węgier. W początkach lipca 1920 r. rząd premiera Pála Telekiego podjął decyzję o udzieleniu pomocy Polsce, przekazując nieodpłatnie i dostarczając w krytycznym momencie wojny na własny koszt drogą przez Rumunię zaopatrzenie wojskowe: 48 milionów naboi karabinowych mausera, 13 milionów naboi mannlichera, amunicję artyleryjską, 30 tysięcy karabinów mauser i kilka milionów części zapasowych, 440 kuchni polowych, 80 pieców polowych. 12 sierpnia 1920 r. do Skierniewic dotarł transport m.in. 22 mln naboi do mausera z fabryki Manfréda Weissa w Czepel.
W jednej dziedzinie mieliśmy nad Sowietami zdecydowaną przewagę – my mieliśmy samoloty, oni nie. Nie staczaliśmy zatem z nimi pojedynków samolotowych, ale przewaga wynikająca z naszego panowania w powietrzu nie stanowiła czynnika decydującego o przebiegu walk, lecz tylko wspierający. W czasie Bitwy Warszawskiej Tuchaczewski miał tylko jeden samolot rozpoznawczy, którego pilot przez pomyłkę wylądował 15 sierpnia w Warszawie i został wzięty do niewoli.
Od 1 sierpnia Polacy prowadzili z lotnisk Warszawy loty rozpoznawcze w celu ustalenia kierunków poruszania się wojsk sowieckich. Ponad połowę polskiego sprzętu lotniczego stanowiły dwumiejscowe maszyny wywiadowcze – Berguet 14A2. Mieliśmy również brytyjskie Bristole Fightery F2B, włoskie Balille oraz niemieckie Fokkery i Albatrosy. Używano ich zarówno do rozpoznania, jak i bombardowania oraz kierowania ogniem artylerii i ataków szturmowych na oddziały nieprzyjaciela. Intensywność działań lotnictwa w operacji była niewielka.
Efekty bojowe także skromne. Straty bojowe Rosjan z tytułu działania polskich eskadr były niewielkie. Straty Polaków także – udokumentowane jest zestrzelenie dwóch samolotów z 1 Eskadry wywiadowczej i 13 Eskadry Myśliwskiej. W czasie lotów bojowych uszkodzone zostały dwa samoloty. Ale w ciągu czterech dni działań bojowych od 17–20 sierpnia lotnicy wykonali z Warszawy 140 lotów bojowych, podczas których zrzucili ponad dwie tony bomb.
Plan marszałka Piłsudskiego zwany „wielką kombinacją” powstał w znacznym stopniu w oparciu o dane wywiadowcze. Był na bieżąco zmieniany wraz z napływem nowych informacji, których Polacy mieli pod dostatkiem. Prawda była bowiem taka, że my wiedzieliśmy o wrogu bardzo dużo, a on o nas niewiele. A stało się tak dlatego, że na czele polskiego wywiadu stanęli bardzo zdolni ludzie. Piłsudski powołał w grudniu 1918 r. na szefa VI Oddziału Informacyjnego Sztabu Generalnego ppłk. Józefa Rybaka, kadrowego oficera wywiadu wojskowego armii austro-węgierskiej. Jego zastępcą został mjr Ignacy Matuszewski, dawny oficer armii rosyjskiej, równocześnie szef wywiadu Komendy Naczelnej Polskiej Organizacji Wojskowej nr 3 (obejmującej Ukrainę, Białoruś i Rosję).
To był fundament centrali polskiego wywiadu wojskowego. Zadaniem Rybaka było stworzenie struktury centrali opartej na wzorach austriackich, Matuszewskiego zaś wypełnienie jej inteligentnymi, godnymi zaufania oficerami. Obaj wykonali to znakomicie. Szczególną rolę w informacjach zdobywanych przez polski wywiad odgrywał wywiad radiowy. W lipcu 1920 r. odszyfrowano 410 sygnałów: od Michaiła Tuchaczewskiego, dowódcy Frontu Północnego, Lwa Trockiego, sowieckiego komisarza wojny, dowódców armii np.: dowódcy IV armii, Siergiejewa, dowódcy Armii Konnej, Siemiona Budionnego, dowódcy 3 Korpusu Kawalerii, Gaja, a także od sztabów XII, XV i XVI Armii, od sztabów Grupy Mozyrskiej, Grupy Złoczowskiej i Grupy Jakira. Przechwytywane sygnały były z zasady odszyfrowywane jeszcze tego samego dnia lub najpóźniej dnia następnego i natychmiastowo były wysyłane do II Oddziału Sztabu Generalnego (wywiad) i do sekcji operacyjnej.
Sygnały, które miały większe znaczenie, odczytywał szef Sztabu Generalnego lub sam Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Polacy byli w stanie śledzić poczynania Armii Konnej Budionnego w drugiej połowie sierpnia 1920 r. z ogromną dokładnością poprzez monitorowanie jego radiotelegraficznej korespondencji z Tuchaczewskim.
Śmier
- Najnowszy
-
-
-
-
-
-
-
- Sierpień, 23
-
-
-
-
-
-
-
-
- Sierpień, 22
-
-
-
-
Wiadomości za dnia
24 Sierpień 2026