Nasza strona korzysta z plików cookie, aby zapewnić wygodę przeglądania i istotna informacja. Przed dalszym korzystaniem z naszej witryny zgadzasz się i akceptujesz naszą Politykę plików cookie i prywatność.

Ryszard Tadeusiewicz, profesor AGH: Dzisiejsza policja i dawna milicja

i.pl

Ryszard Tadeusiewicz, profesor AGH: Dzisiejsza policja i dawna milicja

Komendę - najpierw milicji, a potem policji - odwiedziłem dwukrotnie. Raz w 1968 roku po tak zwanych wydarzeniach marcowych. Był to bunt studentów przeciwko władzy komunistycznej, wywołany bezpośrednio zakazem wystawiania „Dziadów” Adama Mickiewicza, które podobno obrażały Związek Radziecki. Ale bunt był sprzeciwem wobec ograniczeń nakładanych na uczelnie przez komunistów.

W 1968 roku byłem na drugim roku studiów i mieszkałem w akademiku AGH, który nie bez powodu miał obiegową nazwę „Slumsy”. Produkowaliśmy ulotki, wychodziliśmy na manifestacje, oberwałem milicyjną pałką (boli!), oczekiwaliśmy ataku ZOMO na nasz akademik - słowem, było bojowo.

Protest młodzieży w 1968 roku został stłumiony, a ja zostałem „zaproszony” do komendy miejskiej milicji w Myślenicach (bo tam był mój stały adres zamieszkania). Na komendzie domagano się ode mnie, żebym podał informacje, kto ze studentów wywodzących się z Myślenic brał udział w „zajściach”, albo żebym rozpoznawał twarze na filmach nakręconych przez milicję podczas manifestacji. Na szczęście nikt mnie nie bił (a podobno bywały takie przypadki!), ale ilu ordynarnych wrzasków i gróźb się nasłuchałem - to moje.

W 2010 roku ponownie musiałem wkroczyć do tego samego budynku, bo wracając z konferencji naukowej w Rytrze, miałem wypadek samochodowy właśnie w Myślenicach (ciężarówki z budowy wywiozły na oponach na drogę Zakopane - Kraków dużo błota i wpadłem w poślizg, rozbijając auto).

Różnica była diametralna! Złożyłem zeznania, zostałem życzliwie potraktowany, mogłem odebrać odholowany samochód z policyjnego parkingu - po prostu pełna kultura.

Piszę o tym, bo z różnych powodów o policji też dzisiaj niekiedy mówi się źle. Ja nigdy nie mogłem (i mam nadzieję, że nie będę mógł) powiedzieć na nich złego słowa. Naprawdę!

Obecni policjanci w na ogół nie mają nic wspólnego z dawnymi milicjantami, którzy w większości są już przecież na emeryturze. Ale jako ciekawostkę warto opisać proces przekształcania milicji w policję. Większość z nas proces ten poznało z filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego. To była jednak wizja artystyczna, filmowa. Ja dotarłem do dokładnych informacji, którymi chcę się z Państwem podzielić. Moim zdaniem są one ciekawe.

Otóż milicję przekształcono w policję ustawą przyjętą przez Sejm 6.4.1990 r. Wcześniej, 23.11.1989 r., zlikwidowano ORMO (Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej, czyli armię ochotników chętnych do wspomagania milicji), a ZOMO przekształcono w Oddziały Prewencji. Zlikwidowano także SB (Służbę Bezpieczeństwa), szczególnie znienawidzoną przez byłych opozycjonistów. Zwolniono 23 tysiące pracowników milicji i SB. Mogli się poddać weryfikacji, jeśli chcieli nadal pracować w policji. Poddały się tej weryfikacji 14 034 osoby, ale negatywnie zweryfikowano 5376 osób. Po odwołaniach Komisja Centralna pozytywnie oceniła 1781 pracowników. W sumie pozytywnie zweryfikowano 10 451 osób.

Obok policji, z pracowników byłego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych utworzono także Urząd Ochrony Państwa. Był on potrzebny, bo za komuny do WSW należały także obowiązki związane z wywiadem i kontrwywiadem, a także służba określana jako „ochrona przemysłu” czyli tropienie przestępstw gospodarczych, a do tego potrzebni byli specjaliści mający odpowiednie kwalifikacje.Szanujmy i traktujmy życzliwie policjantów. Oni trudzą się dla nas, żebyśmy byli bezpieczni...

  • Najnowszy
Więcej wiadomości

Wiadomości za dnia

Dziś,
26 Lipiec 2026

Wiadomości według tematów

Więcej wiadomości